Kapitan statku zezłościł się na pracownika, ponieważ ten czytał Świętą Księgę na pokładzie, a potem zepchnął go do oceanu pełnego rekinów; ale kapitan nawet nie wyobrażał sobie, jak zakończy się dla niego ten okrutny czyn 😳
Tego dnia morze było spokojne tylko na pierwszy rzut oka. Ogromny statek towarowy powoli płynął przez otwarty ocean, a wokół aż po horyzont rozciągała się błękitna woda. Słońce prażyło tak mocno, że metalowa burta statku była rozgrzana do czerwoności, a pracownicy starali się jak najszybciej zakończyć swoje obowiązki.
Wśród nich był mężczyzna o imieniu Samir.
Był cichy, biedny i bardzo pracowity. Na statku prawie nikt nie zwracał na niego uwagi, ponieważ nigdy się nie kłócił, nie narzekał i zawsze wykonywał najcięższe prace. Czyścił pokład, przenosił skrzynie, mył zardzewiałe burty i robił wszystko, co mu kazano.
Tego dnia Samir skończył swoją pracę wcześniej niż pozostali. Sprawdził mocowania, odłożył narzędzia, umył część pokładu, a dopiero potem usiadł przy niskiej burcie, wyjął z kieszeni małą, zniszczoną Świętą Księgę i zaczął cicho czytać.
Ta księga nie była dla niego zwykłą książką.
Wiele lat wcześniej podarowała mu ją matka, zanim po raz pierwszy wyjechał pracować na morzu. Na pierwszej stronie własnoręcznie napisała:
„Kiedy będziesz się bał, czytaj i pamiętaj, że nie jesteś sam”.
Samir delikatnie przesunął palcami po starej okładce i zaczął czytać niemal szeptem. W tej chwili wydawało mu się, że nawet pośrodku ogromnego oceanu jest przy nim coś znajomego i ciepłego.
Ale kapitan statku zauważył go z daleka.
Był to człowiek bezwzględny, który lubił, gdy wszyscy się go bali. Często krzyczał na pracowników, poniżał ich przy innych i uważał, że biedni ludzie powinni tylko milczeć i wykonywać rozkazy.
Kapitan podszedł do Samira ciężkimi krokami i zatrzymał się tuż przed nim.
— Co ty tutaj robisz? — zapytał ze złością. — Nie płacę ci za to, żebyś siedział i czytał.
Samir szybko wstał.
— Ale skończyłem już całą pracę, kapitanie — odpowiedział spokojnie. — Wszystko sprawdziłem i posprzątałem.
Kapitan uśmiechnął się pogardliwie.
— Skończyłeś? To znaczy, że źle szukasz sobie zajęcia.
Nagle wyrwał księgę z rąk Samira.
— Proszę jej nie dotykać — powiedział przestraszony Samir. — To pamiątka po mojej matce.
Ale kapitan nawet na niego nie spojrzał. Podniósł książkę, spojrzał na starą okładkę i skrzywił się z pogardą.
— Na moim statku nie ma czasu na takie rzeczy.
Po tych słowach zamachnął się i wyrzucił księgę za burtę. Samir zamarł.
Patrzył, jak mała ciemna książka wpada do wody, przez kilka sekund unosi się na falach, a potem prąd zaczyna ją oddalać od statku.
— Dlaczego pan to zrobił? — zapytał drżącym głosem.
Kapitan wzruszył ramionami.
— To idź teraz czyścić burtę. Skoro masz tyle wolnego czasu.
Samir zacisnął pięści. Po raz pierwszy spojrzał kapitanowi prosto w oczy.
— Nie miał pan prawa. To była jedyna rzecz, jaka została mi po mojej matce.
Kilku pracowników zamilkło i odwróciło się w ich stronę. Nikt nie spodziewał się, że spokojny Samir odważy się tak odpowiedzieć kapitanowi.
Twarz kapitana poczerwieniała ze złości.
— A więc teraz potrafisz mówić?
Zrobił krok bliżej.
— To sam idź po swoją księgę do rekinów.
Samir początkowo nawet nie zrozumiał, co miał na myśli. Ale w następnej sekundzie kapitan gwałtownie popchnął go w klatkę piersiową.
Pracownik stracił równowagę, uderzył nogą o niską burtę i z krzykiem wpadł do wody.
— Samir! — krzyknął jeden z pracowników.
Woda zamknęła się nad mężczyzną, a kilka sekund później wynurzył się, łapiąc rozpaczliwie powietrze.
I wtedy wszyscy zobaczyli rekiny.
Już krążyły wokół statku. Kilka ogromnych szarych grzbietów poruszało się pod wodą, a ostre płetwy powoli zbliżały się do Samira.
Na pokładzie wybuchła panika.
— Rzućcie mu koło ratunkowe! — krzyknął ktoś.
Młody marynarz rzucił się po koło ratunkowe, ale kapitan gwałtownie złapał go za ramię.
— Stać! — ryknął. — Nikt niczego nie rzuca bez mojego rozkazu.
— Ale one go teraz rozszarpią! — krzyknął marynarz.
Kapitan spojrzał zimno w dół.
— Trzeba było mniej się odzywać.
Samir w wodzie ostatnimi siłami utrzymywał się na powierzchni. A potem wydarzyło się coś, co wprawiło wszystkich na pokładzie w całkowity szok 😳😱
Dalszą część historii znajdziesz w pierwszym komentarzu 👇👇
Widział płetwy, widział ciemne cienie pod sobą i rozumiał, że zostało mu bardzo mało czasu. Nagle obok niego na fali pojawiła się jego księga. Nie zatonęła.
Samir wyciągnął rękę i chwycił ją, przyciskając do piersi tak mocno, jakby trzymał nie papier, ale dłoń swojej matki.
I wtedy wydarzyło się coś dziwnego.
Rekiny nagle przestały się zbliżać. Krążyły wokół niego, ale go nie atakowały. Jeden ogromny rekin przepłynął bardzo blisko, niemal dotykając jego nogi, ale po chwili gwałtownie odpłynął.
Pracownicy na pokładzie patrzyli na to z przerażeniem i nie mogli uwierzyć własnym oczom.
— Dlaczego nic mu nie robią? — wyszeptał ktoś.
Kapitan również pobladł, ale próbował udawać, że wszystko jest pod kontrolą.
— To tylko przypadek — mruknął.
Nagle z daleka rozległ się dźwięk silnika.
Do statku szybko zbliżała się mała łódź patrolowa. Okazało się, że jeden z pracowników, zanim kapitan zdążył zakazać pomocy, wysłał sygnał alarmowy.
Po kilku minutach ratownicy dotarli do Samira. Jeden z nich podał mu długi kij, drugi rzucił koło ratunkowe. Samir ledwo miał siły, ale zdołał złapać koło, nie wypuszczając z rąk mokrej Świętej Księgi.
Kiedy zabrano go na łódź patrolową, był blady, drżał i prawie nie mógł mówić.
Ratownicy weszli na statek i natychmiast zapytali, kto odpowiada za bezpieczeństwo załogi.
Kapitan wyszedł naprzód i próbował się uśmiechnąć.
— To był wypadek — powiedział. — Pracownik sam się poślizgnął.
Ale wtedy młody marynarz zrobił krok do przodu.
— Nie — powiedział głośno. — Kapitan sam go popchnął.
Potem odezwał się drugi pracownik.
— Najpierw wyrzucił jego księgę do oceanu.
Następnie trzeci dodał:
— A potem zabronił nam rzucić koło ratunkowe.
Kapitan gwałtownie się odwrócił.
— Milczeć! — krzyknął. — Jestem waszym kapitanem!
Ale teraz już nikt się go nie bał.
Jeden z ratowników wyjął radio i przekazał wiadomość. Kapitan został natychmiast odsunięty od dowodzenia statkiem, a gdy statek dotarł do portu, zabrano go na przesłuchanie.
Samir spędził kilka dni w szpitalu. Przeżył, chociaż sam do końca nie rozumiał jak. Lekarze mówili, że to prawdziwy cud, ponieważ rekiny były zbyt blisko.
A mokrą Świętą Księgę wysuszył ostrożnie, strona po stronie.
